Końcówka zjazdu jest po mokrym asfalcie, gdzie okularki są kompletnie zachlapywane wodą spod kół . Wtedy, przyznam się, że na zakrętach miałem pełne gacie, bo uświadomiłem sobie, że dopierdalamy zdecydowanie za szybko, przy praktycznie zerowej widoczności (jedyne co widziałem, to zarys osoby 10m przede mną). Tego dnia zrobiliśmy ponad 70km w bardzo fajnym terenie. Wydaje mi się, że był to najlepszy wyjzad w tym sezonie do tej pory. PoZdRo.